Jak sie zaczelo?

Dziecinstwo spedzilam na Podhalu, w rodzinie nauczycielskiej. Nigdy nie bawilam sie lalkami; nie lubilam ich. Wolalam male plastikowe misie (pierwsze egzemplarze pokryte byly cienka warstwa „meszku”, takiego niby – zamszu, pozniej dostepne byly wylacznie plastikowe, za to w roznych kolorach). Kupowalo sie je przewaznie w kioskach „Ruch”-u. Przez pewien czas byly moim swiatem. Jednak w glebi duszy tesknilam za poznawaniem nowych miejsc, pieknych i pelnych tajemnic. Marzylam o podrozach, co wowczas nie mialo szans sie ziscic. Coz: komunizm, marne nauczycielskie pensje rodzicow, przymusowa przeprowadzka… Zbieralam wiec widokowki i oddawalam sie marzeniom – rowniez o tym, by w przyszlosci fotografowac i…produkowac widokowki. Do tego ostatniego nie doszlo, za to podrozowanie z biegiem czasu stalo sie mozliwe. W owczesnych realiach na szczescie blisko byly Tatry (nieco dalej Gorce i Pieniny) – to wlasnie tam bylo mi dane wedrowac wieloma szlakami, wtedy jeszcze niezadeptanymi i chlonac niezmacona magie piekna. 

Dlugo nie mialam aparatu fotograficznego, wiec „robilam zdjecia” tylko na niby, w wyobrazni, ukladajac dlonie w charakterystyczny sposob. A jednak tamte wycieczki, w jakze odmiennej scenerii i okolicznosciach niz te wspolczesne, uksztaltowaly moja wrazliwosc na piekno i prawdziwe bycie w obcowaniu z natura. Dzisiaj, w tlumie glosnych turystow nie byloby to juz mozliwe.

 Kiedy tworzylam moja strone, nie zamierzalam zamieszczac na niej (nawet na blogu) „normalnych” zdjec, jakich i tak juz istnieje w sieci oszalamiajaca ilosc, a ktorych piekno i pozostale walory bywaja zachwycajace i czesto pochodza z miejsc, do ktorych sama nigdy nie dotre. Zdjec utrwalajacych niezwyklosc i piekno przyrody, oryginalna architekture, ludzkie emocje…Czuje wdziecznosc i podziw mogac je ogladac. Nie widzialam potrzeby dodawania do tego ogromu jeszcze swojej cegielki. Poniewaz moje wewnetrzne przemiany na przestrzeni kilku ostatnich sa ekspresja duszy, swiadomym wyborem stala sie nisza, ktora odzwierciedlaja moje „inne” zdjecia. I oczywiscie sa one odbiciem waznej czesci mojego Ja. A jednak… 

A jednak znow powrocila silna potrzeba powrotu do zrodla, a wiec do utrwalania piekna otaczajacego mnie swiata w tej najczystszej formie – bez obrobek, przetwarzania ani szukania drugiego i trzeciego dna. A wiec takze do powrotu do takich zdjec z mojego bogatego archiwum. I takze nimi od czasu do czasu bede sie dzielic. Moja pasja zrodzila sie z tesknoty i z zachwytu pieknem. Bo jak nie zachwycic sie promykiem swiatla o poranku gdy niesie obietnice dobrego dnia? Czy tez o zmierzchu kiedy muska kojacym cieplem zlotej godziny?